malujesz usta szminką szarych dni
pomieszanych z różem nieba
twe włosy
rozwiane w szept luster
n i e u c z e s a n e
tańczą na wietrze zbudzonych ze snu świateł
bezszelestnie podkreślasz błękit oczu
kryjąc pod tuszem gorąc nocy
nieśmiały uśmiech
przyspieszone bicie serca
nas
przed wyjściem w miasto
tulisz mnie jeszcze
nagim spojrzeniem brwi zapomnienia
wiem
nikt się o nas nie dowie
mariusz.slonina, 31.03.2011
Comments
- reply
PermalinkProponuję unikać przedstawiania wszystkich kolorów tęczy ujętych epitetami w jednym utworze. Epitety w ogóle nie są zbyt dobrym pomysłem. Autor nie ma o czym pisać, więc zasypuje czytelnika epitetami. (Nie mam na myśli Twojej twórczości, rozumiem, że chciałeś odzwierciedlić klimat). Też piszę, więc znam parę sztuczek - mimo, że jestem cholernie młoda. Po prostu potrafię obserwować rzeczywistość.
Acz, gratuluję Ci, bo to jeden z niewielu wartościowych tekstów znalezionych w sieci. A przejrzałam mnóstwo stron z wierszami, wierszopodobnymi tworami i antywierszami.
Pozdrawiam, Republikanka Ata.
Add new comment